sens

Jestem po lekturze wywiadu jakiego udzielił GW ideolog IV RP Rafał Matyja. Najbardziej przebija w jego wypowiedziach przekonanie, że Polska staje się krok po kroku domem wariatów, w którym politykom nie chodzi tak naprawdę o nic. Z tym bym się zgodził i nieraz na blogach Polityki wyrażałem taki pogląd. Jaka może być tego konsekwencja dla państw? Matyja wieszczy, że mniej więcej tak jak poprzednio, czyli skończy się jakimś współczesnym rozbiorem Polski.

Jeśli „większa połowa” Polski cierpi nędzę z powodu kontaktu ze światem, to jedynym wyjściem jest odwrócenie się do niego plecami i autarkia. Stosunki gospodarcze powinniśmy jedynie nawiązywać i to tylko w ostateczności z krajami jeszcze gorzej rozwiniętymi jak my , tak żebyśmy mogli im wcisnąć nasz kit i je wykorzystać , tak jak teraz my jesteśmy wykorzystywani . Jak powinien wyglądać plan gospodarczy dający korzyści wszystkim obywatelom, pokazały gospodarki azjatyckie.

Dostęp do własnego rynku wewnętrznego w zamian za know-how.
Z Korei, Japonii, Tajwanu, Chin, nie wygania bieda.
Wymagało to jednak planowania i zamordyzmu trwającego 40-50 lat.
I oczywiście otwartego rynku w krajach zachodnich.
Mozna do znudzenia powtarzać argumenty.
Ale, nie dociera to do zindoktrynowanych neoliberalizmem mózgownic, niestety…..
Jak na razie, mamy bilionowy dług- łącznie z zadłużeniem samorządów i społeczeństwa, prawie trzy biliony.
Pięciomilionową emigrację zarobkową.
Jak jest to rozwój i postęp, to ja jestem głupcem, albo ty, upierając się że czarne jest białe.
Z każdego transferu unijnego, osiemdziesiąt pięć centów wraca do firm zarejestrowanych w starych krajach UE.
Zapewniamy im dzięki dostępowi do naszego rynku front robót, tanich podwykonawców, utrzymanie ich miejsc pracy.
Na tym polega gospodarka kompradorska…..

W związku z zapowiadaną rozmową w Radio TOK FM nasunęło mi się kilka uwag. Wiadomo, że Radosław Sikorski przyczynił się do wypędzenia sowietów z Afganistanu i zastopowania inwazji Putina na rdzenną Ukrainę, trudno się więc dziwić słysząc, że niestałe członkowstwo w RB ONZ to też on. „Gazeta Wyborcza” oczywiście cieszy się, że Polska odniosła sukces – 190:0 to nie żarty – ale nie byłaby sobą, gdyby nie wskazała prawdziwego ojca sukcesu:
„Politycy związani z Platformą Obywatelską przypomnieli, że jeszcze za jej rządów zaczęły się starania o to miejsce. Sikorski już w 2014 roku mówił, że Polska stara się o miejsce niestałego członka w Radzie Bezpieczeństwa ONZ w latach 2018-19. – Dyplomacja parlamentarna ma w tym swoje ważne miejsce. Mam nadzieję, że kierownictwo Sejmu, posłowie i senatorowie wesprą MSZ w tych staraniach – mówił wtedy Sikorski.”
Słowa Sikorskiego zabrzmiały dziwnie znajomo. Okazuje się, że toczka w toczkę to samo mówiła minister spraw zagranicznych Anna Fotyga już w 2007 roku wygłaszając sejmowe exposé:
„Liczymy, że nasze działania [między innymi w celu uzyskania niestałego członkowstwa w RB ONZ] spotkają się z poparciem wszystkich sił politycznych w naszym parlamencie. (…) Niech mi wolno będzie wyrazić nadzieję, że sprawy polityki zagranicznej zostaną oddzielone od bieżącej walki politycznej.”
Całe exposé Anny Fotygi jest dostępne w internecie. Do kwestii 190:0 odnoszą się dwa poniższe fragmenty. Już w maju 2007 roku Anna Fotyga mówiła:
“Dążymy do tego, aby miejsce Polski w strukturach systemu Narodów Zjednoczonych odpowiadało jej znaczeniu we współczesnym świecie. Kontynuujemy starania o uzyskanie niestałego członkostwa w Radzie Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych na kadencję 2010–2011, miejsca w Radzie Wykonawczej UNESCO na lata 2007–2011 oraz w Radzie Gospodarczej i Społecznej na lata 2008–2010. Angażujemy się także w inne inicjatywy, których celem jest promocja demokracji. Zabiegamy o usytuowanie w Warszawie sekretariatu Wspólnoty Demokracji. O tym mówiłam na marginesie podczas swojego wystąpienia Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku w ubiegłym roku. Polska była gospodarzem konferencji założycielskiej dotyczącej inicjatywy utworzenia Wspólnoty Demokracji w 2000 r. i liczymy na kontynuację roli Polski w tej ważnej inicjatywie.”
W drugim fragmencie, Anna Fotyga powiedziała między innymi to, co spapugował Sikorski:
„Przedstawiony przeze mnie program rządu pana premiera Jarosława Kaczyńskiego w dziedzinie polityki zagranicznej ma na celu umocnienie pozycji państwa w stosunkach międzynarodowych, zwiększenie jego bezpieczeństwa i zapewnienie dobrobytu obywateli. Liczymy, że nasze działania spotkają się z poparciem wszystkich sił politycznych w naszym parlamencie. Zdajemy sobie z tego sprawę i nie kwestionujemy prawa opozycji do krytykowania działań rządu, prawa do dyskutowania nad nimi. Mamy klimatyzacja  jednakże świadomość, że w wielu kwestiach poglądy na polską politykę zagraniczną mogą być zróżnicowane. Niemniej niech mi wolno będzie wyrazić nadzieję, że sprawy polityki zagranicznej zostaną oddzielone od bieżącej walki politycznej. Nasze stosunki z zagranicą są dla nas wszystkich zbyt ważne, by narażać je na szwank z powodu politycznych animozji i wewnętrznych sporów. Chciałabym tu wyrazić nadzieję, że łączy nas wspólny cel – budowa pozycji Polski.”
Niestety, różne niefortunne okoliczności – takie jak zaprowadzenie polityki ciepłej wody w kranie, spiskowanie Tuska z Putinem przeciwko własnemu prezydentowi, rozdzielenie wizyt katyńskich oraz niekończące się narady w kwaterze głównej PO (Sowa i Przyjaciele) – skutecznie wyhamowały podejmowane przez PiS starania, które dopiero teraz mogły zakończyć się sukcesem. Panie Redaktorze, proszę poinformować o tym swoich rozmówców we wtorek, bo jak znam życie, oni są gotowi przypisać całą zasługę Radkowi, który już twitterowo kładzie podwaliny pod taką narrację. Radosław Sikorski w chwili, gdy minister Fotyga wygłaszała wspomniane exposé, był jeszcze dzielnym PiS-owcem, trochę wprawdzie rozgoryczonym utratą stołka szefa MON, niemniej lojalnym, przynajmniej do września 2007 roku, kiedy mu się odmieniło z obalania „układu” na wyrzynanie pisowskiej watahy.

Decyzja prezydenta Trumpa jest przełomowa. Wyjście przez Stany Zjednoczone z porozumień paryskich – misternie utkanej sieci połączeń i zobowiązań państw całego świata wobec instytucji międzynarodowych – uderza w globalne plany światowych elit. To jest cios zabójczy, bowiem bez potęgi amerykańskiego kapitału, biznesu i dyplomacji (a w ostateczności armii) wprowadzenie tych reguł jest niemożliwe. Wymagają one bowiem, by państwa narodowe porzuciły swoje podstawowe interesy – rozwój gospodarczy, dobrobyt mieszkańców – na rzecz podporządkowania się regułom globalnego porządku.
W takim przypadku powrotu do powszechnej szczęśliwości trzeba oczywiście przezornie rodakom znowu odebrać paszporty, bo wtedy kto zostałby w tej Polsce odciętej od postępu i rozwoju ?
Kilku niedorajdów życiowych, bo Polacy wbrew twojej propagandzie są narodem zaradnym .
Teraz ja trochę pofantazjuję. Załóżmy, że wiadomy samolot w Smoleńsku ląduje normalnie i wszystko przebiega zgodnie z planem. Lech zostaje prezydentem na drugą kadencję, a PO wygrywa znowu wybory parlamentarne. Już dzisiaj mielibyśmy w Polsce stronnictwo rosyjskie (PiS) i niemieckie (PO). Stało się inaczej i jeszcze trochę wody w Odrze i Bugu upłynie zanim ta wizja się ziści.